Serwis korporacyjny APA Group  

Artykuły

Wywiad z Marcinem Steindlem z biura architektonicznego “Karpiel i Steindel Architektura”

Z jednej strony wierność architekturze Podhala i tradycyjnemu góralskiemu rzemiosłu, z drugiej nowoczesna, autorska wizja i wykorzystanie najnowszych technologii architektonicznych oraz inżynieryjnych. Biuro architektoniczne “Karpiel i Steindel” z Zakopanego odważnie łączy oba światy zdobywając zasłużone laury architektoniczne na arenie krajowej i za granicą. O sukcesie autorskich projektów, zastosowaniu nowoczesnych rozwiązań w projektowaniu i wytyczaniu nowego stylu architektonicznego rozmawiamy z jednym z założycieli biura – architektem Marcinem Steindlem. 

Połączenie nowoczesnej bryły i technologii z elementami stylu zakopiańskiego to z jednej strony ukłon w stronę podhalańskiej tradycji, a z drugiej czerpanie z tego, co przynosi czas, w którym żyjemy. Dbałość o charakterystyczne detale łączy się z najnowocześniejszymi technologiami konstrukcyjnymi, a tradycyjne góralskie materiały, takie jak drewno czy kamień, idą w parze z innowacyjnymi rozwiązaniami. Jak łączyć te elementy, by obiekt nie przytłaczał, a wręcz przeciwnie – cieszył oczy i spełniał swoje funkcje użytkowe? W czym tkwi sukces takiego podejścia do projektowania przestrzeni? 

To prawda, że nasze projekty czerpią nie tylko ze stylu zakopiańskiego stworzonego przez Witkiewicza, ale sięgają i głębiej w archetypy wsi podhalańskiej, czyli czasu na długo, długo przed Witkiewiczem, kiedy wśród Górali dominowały bardzo skromne chałupy drewniane o przeznaczeniu mieszkalnym. Rzeczywiście w naszej architekturze regionu podhalańskiego – bo mówimy tu o realizacjach z regionu Zakopanego czy Kościeliska – takie elementy się pojawiają. To właśnie dzięki nowym technologiom, możliwościom materiałowym i rozwiązaniom konstrukcyjnym możemy projektować budynki i obiekty, które wychodzą w przyszłość rozwiązań stosowanych w tym tradycyjnym budownictwie. I mam tu na myśli nie tylko wykorzystanie technologii inżynieryjno-materiałowej, ale także tych związanych z wykończeniami wnętrz. To są zupełnie nowe inspiracje, które wytyczają kierunek w jakim ta tradycyjna architektura Podhala może się rozwijać.

Marcin Steindel i Jan Karpiel Bułecka junior na tle Domu w Tatrach (fot. Karpiel Steindel Architektura)S
Marcin Steindel i Jan Karpiel Bułecka junior na tle Domu w Tatrach (fot. Karpiel Steindel Architektura)

W naszej pracy jesteśmy mocno ukierunkowani zapisami planów miejscowych, które często nawiązują do tych tradycyjnych archetypów, te nowe technologie i materiały pozwalają nam myśleć o projektach w świeży, oryginalny sposób, sprawiając, że powstają ciekawe realizacje, które w odbiorze są czymś nowym, twórczym, a jednocześnie ciągle widać w nich zapisany kod dawnej architektury – jeśli chodzi na przykład o proporcje brył, wymiarów itd. Sukces tkwi tu w umiejętnym łączeniu obu tych światów i wykorzystywaniu tych materiałów i rozwiązań, które nie kłócą się ze stylistyką Podhala, lecz wzbogacają ją, dają nowy wymiar i pokazują w nowym świetle.

Tworzenie obiektów, które nie tylko pasują do wyjątkowego podhalańskiego krajobrazu, ale są też nowoczesne i funkcjonalne, zdaje się być wyjątkowo trudną sztuką. Sztuką, która nie zawsze spotyka się z powszechnym zrozumieniem czy akceptacją. Z jakimi reakcjami na powstające obiekty spotykają się Panowie na co dzień? 

Bardzo różnymi, ale na pewno więcej jest głosów aprobaty dla naszej architektury. Zrozumiałe też jest, że są jednostki, które takiej interpretacji architektury i stylu po prostu nie rozumieją i to jest rzecz naturalna. Nie każdy musiał być wystawiony na odpowiednie wzorce i bodźce architektoniczne, które zbudowały w nim świadomość stylu i formy. Ważne jednak żeby środowisko, które krytykuje, robiło to konstruktywnie, bo wówczas jest to twórcze i można powiedzieć, że napędza nas do dodatkowej pracy i jeszcze wyższego podnoszenia poprzeczki.

Na pewno takie opinie negatywne nigdy naszego biura nie ograniczały i nie spowalniały naszej pracy, raczej bardziej nakręcały i motywowały, żeby dalej poszukiwać i tworzyć własną, nową interpretację, która wyznaczy jakiś nowy kierunek na Podhalu. I wydaje mi się, że to się powoli udaje.

Byliśmy kiedyś zaproszeni do wystawy w Krakowie w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Galerii Architektury GAGA. Był to cykl prezentujący pracownie nie tylko z Małopolski, ale i z rejonów Śląska czy Warszawy. Naszą wystawę prezentowano wówczas pod hasłem przewodnim: “Po Witkiewiczu”. Dla mnie osobiście to bardzo głębokie i ważne hasło. Chyba przez skromność nigdy o naszym stylu bym tak nie pomyślał, ale spotkaliśmy się z takim odbiorem, że nasze studio w XXI wieku kreuje nowy nurt architektoniczny na Podhalu, który jest rozwojowy i niesie ze sobą świeże wartości. To dla architekta bardzo miłe i na pewno budujące. 

A jak sprawa wygląda z perspektywy rodowitych mieszkańców Podhala? Czy Górale aprobują ten styl?

Tak, tak, jak najbardziej. Choć ja bym tego zupełnie nie szufladkował, że rodowici mieszkańca czy zakopiańczycy i reszta społeczeństwa, bo zakopiańczycy są dziś w znacznej mierze społeczeństwem napływowym. Po prostu spotykamy się z szerokim entuzjazmem związanym z odbiorem naszej twórczości. Wydaje mi się, że gdybyśmy nic nie robili, to byłoby pewnie cicho i nikt by nic o naszych pracach nie mówił, więc ludzką rzeczą jest, że pojawiają się też czasami słowa krytyki – w mojej opinii ludzi, którzy nie mają możliwości zbudowania własnej wrażliwości odbioru wszelako rozumianej architektury. Pewnie stąd się to bierze. 

Z dobrą architekturą, jest tak, że ona musi się czasami przebić do świadomości, zawalczyć o właściwy odbiór, natomiast ta architektura na drugim planie skali – pokraczna, szkaradna, monumentalna – sama się narzuca. Kilka miesięcy temu niemal cała Polska z niedowierzaniem przyglądała się planom postawienia szesnastopiętrowego wieżowca u podnóża Tatr. Ostatecznie plany inwestycyjne zostały wycofane, ale dyskusja o granicach inwestycyjnej samowolki rozgorzała na dobre. Jak możemy zapobiegać powstawaniu takich architektonicznych koszmarków? 

Tu trzeba zwrócić uwagę na inny problem, a mianowicie na media społecznościowe i ilość szumu medialnego, jakie one generują. Przeciętny odbiorca architektury nie jest w stanie zweryfikować czy taka informacja jest prawdziwa czy nie. Jak ja zobaczyłem ten okropny wieżowiec przykryty dwuspadowym dachem, to od początku wiedziałem, że jest to jakaś prowokacja medialna – nawet zgadłem kto z zakopiańczyków wpadł na pomysł podrzucenia takiej informacji mediom. Niestety ta informacja mocno zaszkodziła wizerunkowi Podhala i Zakopanego, jako miejsca, które na taką realizację byłoby w stanie wyrazić zgodę. Moc internetu jest dzisiaj jednak na tyle silna, że łatwo pewne fakty przekręcić i stworzyć jakąś nierealną opowieść medialną, która ukaże taki karykaturalny obraz architektury. 

To jest w zasadzie problem, który dotyczy każdej sfery naszego życia, bo ilość informacji, którą przyswajamy jest czasami tak duża, że trudno jest to filtrować. Natomiast to nie zmienia faktu, że takie potworki w Polsce czasem powstają. Jest jakaś złota receptura na to, żeby tak się nie działo? Żeby zwiększyć świadomość odbiorców i osób, które zezwalają na tego typu architekturę. 

W tym przypadku broniłbym wydziały, starostwa i gminy, które wydają takie pozwolenia. Broniłbym dlatego, że społeczność nie ma pełnej świadomości procesu wydawania pozwolenia na budowę i zwykle myśli, że moment ukończenie stanu surowego jakiejś bryły, która zaburza krajobraz i kontekst miejsca, wynika wyłącznie z wydania pozwolenia na budowę. A to nieprawda. W znacznej mierze wynika z wcześniejszych prac gmin nad studiami zagospodarowania, na których podstawie tworzy się zapisy planów miejscowych.

Wzgórze Marzeń Resort & SPA w Zakopanem (fot. Karpiel Steindel Architektura)
Wzgórze Marzeń Resort & SPA w Zakopanem (fot. Karpiel Steindel Architektura)

Moją radą, jako doświadczonego zawodowo architekta, jest skupienie się gmin nad większą analizą prac i dokładniejszą kontrolą projektów urbanistycznych na etapie tworzenia planów miejscowych. Bo od takiego miejsca jeszcze długa droga do powstania obrzydliwych budynków niszczących krajobraz. Jeśli jednak taki błędny plan raz wejdzie w życie, to nie ma już od niego odwrotu, a niedopracowane i nieprzemyślane idee zaczynają nabierać kształtów i zawłaszczać nasz krajobraz. 

Czyli sięgnięcie do samego początku procesu?

Do zarodka całego projektowania – można tak powiedzieć. Potem społeczność całego regionu obarcza winą architektów lub instytucje, które wydały pozwolenia na taką budowę. Architekci nie są temu winni, bo architekci pracują w odniesieniu do prawa miejscowego, a to ono pozwala na takie a nie inne zagospodarowanie przestrzeni. 

W portfolio pracowni Karpiel & Steindel można znaleźć zarówno domy, jak i apartamentowce czy hotele. Które z tych realizacji są Panom najbliższe, a które stanowią największe wyzwanie? 

Nie zawsze wielkość bryły świadczy o skomplikowaniu danego projektu. Częściej założenia inwestora, uwarunkowania działki albo problemy prawne, z którymi architekt musi się borykać w trakcie pracy. Mogą być budynki duże kubaturowo, ale proste w projektowaniu, bo mają proste założenia funkcjonalne – na przykład poszczególne kondygnacje są kondygnacjami powtarzalnymi. Tymczasem budynek jednorodzinny, który ma bardzo trudną działkę, która wymaga zupełnie indywidualnych rozwiązań technologicznych czy to fundamentowania lub radzenia sobie z wodą gruntową, może stwarzać poważne problemy technologiczne i budowlane, które wymagają od architekta głębszej analizy i poszukiwania nowych rozwiązań i inspiracji. I to nie tylko w samej architekturze – bo architektura w bryłach i formach, to dla mnie osobiście jest przyjemność projektowania –  ale trzeba się liczyć, że oprócz wizji architektury pozostaje wiele aspektów czysto technicznych i praktycznych na placu budowy. One wymagają szerszej wiedzy lub pozyskania tej wiedzy.

Folwark w Chorowicach (fot. Karpiel Steindel Architektura)
Folwark w Chorowicach (fot. Karpiel Steindel Architektura)

Gdyby miał pan wskazać realizacje, które najbardziej zapadły mu w pamięć lub z których pracownia Karpiel & Steindel jest do dziś najbardziej dumna, to byłyby to…  

Ja bym powiedział, że jeśli chodzi o realizację, czyli nie tylko to, co mamy na deskach, ale to, co już nabrało konkretnego kształtu, to wybrałbym folwark w Chorowicach i projekt Domu w Tatrach.

Jeśli chodzi o ten pierwszy, to zdaję sobie sprawę, że naszej autorskiej architektury nie było tam zbyt wiele, liczył się głównie pomysł na zmianę adaptacji z funkcji gospodarczej na funkcję mieszkalną, ale ten projekt ma wyjątkowy wymiar.

Dla mnie, jako dla architekta, ważne jest jak czuję się w danym miejscu już po zakończeniu inwestycji. W Chorowicach za każdym razem gdy przekraczam bramę folwarku czuję się jak w innym miejscu, zupełnie nowym świecie. To zapewne wynika z historycznej przeszłości tego miejsca, które mocno się tu odczuwa. Jest tu jakaś głębsza idea, duch czasu, który jednocześnie doskonale komponuje się z tą współczesną, zaproponowaną przez nas architekturą. I to mnie naprawdę urzeka. 

Folwark w Chorowicach (fot. Karpiel Steindel Architektura)
Folwark w Chorowicach (fot. Karpiel Steindel Architektura)

Jak porównamy zdjęcia przed renowacją a projekt końcowy, to efekt zachwyca. To naprawdę piękne miejsce z historią. A Dom w Tatrach, który zebrał bardzo wiele nagród?

Faktycznie został doceniony nie tylko u nas w Polsce ale i na arenie międzynarodowej. Ten projekt nam uświadomił, że kierunek w którym nasza pracownia zmierza, jeśli chodzi o autorskie projekty, ma sens. Że ta uporczywość w dążeniu do celu się sprawdza i daje niezwykłą satysfakcję.

Kiedy wchodzę do tego budynku on mnie po prostu zaskakuje. Zaskakuje mnie technologią inżyniersko- materiałową i niezwykłym stropem nad parterem, który jest odwróceniem klasycznego budowania, w którym stropy opierają się na ścianach nośnych. Tymczasem tutaj budynek ma  strop podwieszony na takich specjalnych wieszakach i działa jak przeciwwaga. To daje możliwość tego niezwykłego doszklenia i otwarcia na panoramę Tatr. I chyba właśnie ta technologia współczesnego budownictwa, która tutaj nabrała konkretnego wymiaru, powoduje zachwyt z mojej strony.

Dom w Tatrach (fot. Karpiel Steindel Architektura)
Dom w Tatrach (fot. Karpiel Steindel Architektura)

Będąc w tym domu czujemy się naprawdę wyjątkowo, bo przecież nie ma drugiego takiego budynku z takim rozwiązaniem i który miałby takie przeszklenie i taki widok na panoramę Tatr. Jest to coś zupełnie nowego i świeżego w odbiorze. 

Trochę jesteśmy w tym budynku w środku a trochę na zewnątrz, czujemy się elementem tego krajobrazu, praktycznie. 

Tak, to prawda. To jego niezwykła siła.

A jaki on jest duży? Jaka tam jest kubatura?

To nie jest duża kubatura, bo działka miała około 1000 m2 i byliśmy ograniczeni zapisem w miejscowym planie, że kubatura części nadziemnej nie może przekraczać liczby powierzchni działki. Więc ostatecznie budynek ma około 900 metrów sześciennych kubatury. Jego szerokość to jest tylko 6,5 metra, więc gdybyśmy mieli tradycyjne murowane ściany nośne i w nich tradycyjne, mniejsze kubaturowe okna, nigdy nie uzyskalibyśmy wrażenia takiej przestrzeni i efektu przenikania wnętrza z zewnętrzem.

Jeśli chodzi o wypuszczenie linii okapu i kontynuację posadzki połączonej z posadzką zewnętrzną, to był specjalny zabieg. Chcieliśmy zaburzyć podział między strefą dzienną, strefą domową, a strefą ogrodu i strefą zewnętrzną. Przez to ta granica się na tyle zaciera, że nie wiemy czy jesteśmy jeszcze na tarasie czy już w salonie, jeszcze w środku czy już na zewnątrz. To jest najbardziej ciekawe wrażenie w tym miejscu.

Dom w Tatrach (fot. Karpiel Steindel Architektura)
Dom w Tatrach (fot. Karpiel Steindel Architektura)

A jeśli mówimy o tym, że nowe technologie umożliwiają realizację takich projektów z otwartą głową, nowatorskich i świeżych, to jak Panowie zapatrują na tę część technologii, którą stara się przyswoić APA, czyli na udogodnienia smart w architekturze? Jakie jest znaczenie takich technologii dzisiaj dla was?

Ja powiem dlaczego dla naszego studia takie technologie mają duże znaczenie. My oprócz tego, że projektujemy, również budujemy. Wiele z naszych inwestycji jest realizowanych w modelu “Projektuj i buduj”, dlatego wiemy, że przyjdzie moment kiedy dany inwestor będzie potrzebował coraz bardziej inteligentnych rozwiązań, które ułatwią zarządzanie taką nieruchomością już po wybudowaniu i oddaniu do użytku. Ludzie kupują sobie taką wymarzoną działkę na Podhalu, my im projektujemy i budujemy ukochany dom, oni są przeszczęśliwi, ale potem przychodzi codzienność i trzeba tą nieruchomością jakoś zarządzać, potrzebne jest jakieś praktyczne rozwiązanie, które przyda się, gdy właścicieli nie ma akurat na miejscu.

I tu jest szerokie pole do popisu dla takich rozwiązań, jakie proponuje firma APA – począwszy od informacji o drobnych awariach w instalacji wodnej czy elektrycznej, poprzez monitoring, symulację obecności i wiele innych zastosowań. One nie tylko pozwalają zmniejszyć koszty zarządzania takim budynkiem ale również zapobiec nieszczęśliwym wypadkom i usterkom, które mogą być dla takiej nieruchomości niebezpieczne. Zresztą bardzo często o takich potrzebach dowiadujemy się już po oddaniu budynku do użytkowania. Tego typu systemy mogą uzupełnić więc pewne potrzeby i znacznie wspomóc nas w zarządzaniu przestrzenią. 

Czy to nie jest trochę taka win-win współpraca wszystkich trzech stron? Architekt, mając na uwadze inwestora i klienta końcowego, jest mu w stanie pomóc, natomiast inwestor z kolei uzyskuje poprojektową opiekę nad budynkiem. 

Trochę tak, to jest taki następny etap po wybudowaniu. Niegdyś było tak, że inwestor dostawał tylko pozwolenie na inwestycję i najczęściej już sam organizował budowę z inną firmą – drogi z architektem zwykle się rozchodziły, bo nie stosowano nadzoru autorskiego jak dzisiaj i czasami rodziły się pewne problemy.

W formule  “Projektuj i buduj”, która do tej pory na Podhalu była słabo obecna, powstała potrzeba, żeby osoby, które są najbardziej zaangażowane i znają najlepiej projekt, spójnie go kontynuowały. Żeby wchodziły w proces nie tylko samej realizacji i kontroli nad budową, ale nawet w etap po oddaniu budynku, kiedy inwestor chce go komfortowo użytkować. A więc odciążenie klienta i inwestora konkretnymi rozwiązaniami technologicznymi związanymi z inteligentnym zarządzaniem nieruchomością daje mu konkretną korzyść. Nie tylko zapewnia wygodniejsze utrzymanie danego budynku, ale również oferuje wygodę, komfort i bezpieczeństwo – wiele pozytywnych możliwości, które zwiększają codzienny komfort inwestora.

Bachleda Club Residence (fot. Karpiel Steindel Architektura)

Z punktu widzenia architektów chyba nie wszyscy to jeszcze do końca rozumieją. Co jest potrzebne żeby obie strony – twórcy takich rozwiązań a z drugiej architekci i inwestorzy spotkali się we wspólnym miejscu, żeby mieli świadomość potrzeb i korzyści jakie każda ze stron może odnieść? Więcej wykładów? Więcej edukacji i pokazywania takich rozwiązań w praktyce? Jak pan na to patrzy. 

Tak naprawdę wszystko po trochu. Czy to w edukacji, czy to w prezentacji, czy w klasycznie rozumianym marketingu, wszędzie wiedza i informacja o tych nowych rozwiązaniach powinna się pojawiać. Trzeba na pewno wykorzystywać też mocno media społecznościowe, w których ludzie szukają informacji i które zmieniły model komunikacji; szeroko posługiwać się nośnikami jakie oferuje nam XXI wiek.

Istotne jest też szukania grupy docelowej, klientów świadomych, którzy potrzebują i szukają odpowiedniego komfortu oraz wygody, gdyż nie mają na co dzień czasu na kontrolę i zarządzanie swoją posiadłością. Dziś pojęcie takiej tradycyjnej gospodarczości się zmienia. Kiedyś każdy miał czas na dbanie o swoje domostwo, pielęgnację ogrodu i przycięcie trawnika. Dzisiaj widzę, że tego czasu wszystkim ubywa i tylko takie rozwiązania, które pomogą go zaoszczędzić dadzą pewne poczucie komfortu. Ten kierunek smart technologii na pewno będzie się rozwijać i sądzę, że taki świadomy klient będzie po te rozwiązania sięgał coraz częściej.

Aspekt braku czasu i zabiegania dzisiejszego społeczeństwa jest tu bardzo ciekawy, szczególnie w tym kontekście, że dzięki automatyce możemy zyskać tego czasu trochę więcej, bo część zajęć wokół nieruchomości zrobi za nas system.

Dokładnie. I powinniśmy ten czas spędzać nie na pracach domowych, ale na pewnej refleksji, na byciu z rodziną, na odpoczynku od pędu dzisiejszego świata. Na pewno można śmiało powiedzieć, że  technologie poprawiają w jakimś stopniu komfort życia codziennego, zyskujemy dzięki nim trochę więcej tego czasu i możemy spożytkować go bardziej osobiście. 

Byle tylko nie poświęcić tego czasu na scrolllowanie social mediów.

Tak, dokładnie. 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Galeria zdjęć z wizyty Marcina Steindla i Jana Karpiela Bułecki juniora w APA Black House:

 

1 Gwiazda2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (oddanych głosów: 1 średnia: 5,00 z 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Zobacz również