Serwis korporacyjny
 APA Group  

Artykuły

Wściekła stal – czyli czy maszyny mogą być złe?

Z artykułu dowiesz się:

  • Skąd pochodzi słowo robot i kiedy zostało użyte po raz pierwszy;
  • Jakie są popularne wizje naszej przyszłości w filmach fabularnych;
  • Skąd biorą się nasze lęki przed robotami i distopijne wizje naszej przyszłości.

Czy maszyny mogą być złe? To znaczy: czy mogą zwrócić się przeciwko swoim twórcom? Teoretycznie jest to niemożliwe – one nie mają samoświadomości i są skonstruowane do wykonywania konkretnych zadań. Gdzie tu miejsce na bunt? A jednak…

… A jednak ludzie obawiają się swoich „dzieł”. I to od bardzo dawna – w zasadzie jeszcze od czasów biblijnych. Golem – bo o nim tu mowa – miał być istotą stworzoną z gliny, na podobieństwo człowieka, ale pozbawioną duszy. Już samo to, że człowiek próbował odtworzyć proces bożej kreacji, wydawał się podejrzany – skoro człowiek potrafił stworzyć żywą istotę, to boskość Boga była poddawana w wątpliwość. Ale nie o tym mowa (chociaż prawdopodobnie fakt, że „koncepcja” Golemów poległa należy wiązać z próbą zabawy w Boga). 

Po co Golemy były konstruowane? Aby odciążyć ludzi w ciężkich pracach lub aby ich bronić. Czyli dokładnie w tym samym celu, w jakim obecnie konstruuje się roboty – miały tylko pracować, wykonywać polecenia i być pozbawione własnej wolnej woli.

Najbardziej znana legenda o Golemie głosi, że stworzył go rabin Jehuda Löw ben Bezalel z Pragi. Według jednej z wersji legendy, po obronie Żydów przed atakami ludności, Golem wpadł w szał i mordował tych, którym służył. 

Według innej – rabin wydał mu polecenie noszenia wody ze studni, a sam zaś pogrążył się w rozmyślaniach. Bezmyślna gliniana kukła nosiła wodę i nosiła, aż doprowadziła do powodzi. Wówczas rabin doszedł do wniosku, że bezrozumna istota nie powinna istnieć, i unieruchomił Golema.

Czegokolwiek by nie mówiła legenda, widać wyraźnie, że ludzkość trochę się obawia tego, co stworzyła. Bunt maszyn jest chwytliwym i dość mocno już wyeksploatowanym tematem wszelkiej maści pisarzy i reżyserów sci-fi.

Technologia a popkultura i literatura

Wiecie skąd w ogóle wzięło się słowo „robot”? Po raz pierwszy użył go Karel Capek w swoim dramacie fantastycznonaukowym z 1920 roku (sic!) pod tytułem „R.U.R” („Rossumovi Univerzální Roboti” – czes. “Uniwersalne Roboty Rossuma”). Sztuka opowiada o konstruktorze robotów, Rossumie, który buduje swoje maszyny, jednak nie z metalu i części mechanicznych, ale z żywej, sztucznie wyhodowanej tkanki. Urządzenia nie mają jednak potrzeb ani nie odczuwają emocji, gdyż konstruktor uznał, że są one zbędne u “stworów” mających stanowić tanią siłę roboczą.

W którymś momencie dramatu dochodzi do katastrofy – wybucha bunt robotów, które mordują wszystkich pracowników fabryki, a z czasem na świecie pozostaje tylko jeden człowiek – profesor Alquist. Jego maszyny oszczędziły, gdyż „pracuje za pomocą własnych rąk, niczym robot”. Sztuka kończy się obrazem w którym dwa roboty – Primus i Helena – wychodzą z fabryki, trzymając się za ręce, co jest metaforą Adama i Ewy.

Ta dystopijna wizja przewija się na okrągło, zarówno w literaturze, jak i w kinie. Inny przykład? Stanisław Lem, w opowiadaniu „Test”, ze zbioru „Przygody pilota Pirxa” przedstawia historię eksperymentalnego lotu, w którym jednym z członków załogi jest robot. Jednak nikt nie wie, co lub kto to jest, bo do złudzenia przypomina człowieka. W krytycznym momencie lotu cyborg, narażając statek i życie załogi, doprowadza do karkołomnego manewru, tym samym działając wbrew wbudowanym protokołom. Los misji jest dla niego ważniejszy niż życie kompanów.

Lem popełnił jeszcze kilka innych tego typu opowiadań czy powieści. Opowiadanie „Polowanie”, również pochodzące z tomu opowiadań o pilocie Pirxi, jest opowieścią o robocie górniczym, który po uderzeniu meteorytem zaczyna atakować ludzi. Z kolei powieść „Niezwyciężony” przedstawia losy ekspedycji ratunkowej, wysłanej na jedną z planet w celu odnalezienia uczestników wyprawy, która lądowała tam wcześniej, a z którą utracono łączność. Załoga „Niezwyciężonego” jest atakowana przez nieznane stwory, które w końcu okazują się być miniaturowymi robotami.

Umieszczenie ludzi i robotów w kosmosie jest dość popularnym chwytem. W filmie „Saturn 3”, do pary naukowców, mieszkających na stacji, ulokowanej na jednym z księżyców Saturna, dołącza w którymś momencie obłąkany kapitan Benson wraz ze skonstruowanym przez siebie robotem Hektorem. Para naukowców nie wie, że Benson, aby dostać się na tę stację, popełnił morderstwo. Chora psychika Bensona zostaje “wcielona” do Hektora, który od tego momentu staje się śmiertelnym zagrożeniem dla członków ekspedycji.

Podobna sytuacja ma miejsce w pierwszej części sagi o „Obcym”. Pokładowy android Ash próbuje zamordować porucznik Ripley, która nie chce dopuścić, aby obca forma życia dostała się wraz ze statkiem na Ziemię. Ash jest zafascynowany nowym gatunkiem, a dodatkowo wie, że misja ma inny cel niż oficjalnie podany, więc nie cofa się przed niczym. Moralne dylematy są mu raczej obce…

Zobacz jak panujemy nad robotami

Robo-rapy prosto z APY

W 1968 roku Philip K. Dick opublikował powieść „Czy androidy śnią o elektronicznych owcach?”, która stała się kanwą dla absolutnie kultowego filmu „Łowca androidów”. Przesłaniem powieści jest koegzystencja robotów i ludzi (robotów do złudzenia przypominających ludzi, dodajmy). Kilka zbiegłych z kolonii marsjańskich maszyn wraca na Ziemię i tam zwraca się przeciwko swoim twórcom.

W „Grach wojennych” z 1983 roku reżyser przedstawił wizję buntu komputera, odpowiedzialnego za sterowanie rakietami balistycznymi. Na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności maszyna dochodzi do wniosku, że rozpoczęła się trzecia wojna światowa, i rozpoczyna realizację swojej własnej strategii, nie bacząc na wprowadzone przez ludzi programy.

Idźmy jednak dalej. Mamy rok 1984, który “należy” do elektronicznego mordercy, czyli Terminatora. To człekopodobna maszyna, przysłana z przyszłości, aby zabijając jednego konkretnego człowieka, zmieniła przyszłość. Jej działanie jest jednak dalekie od finezji i precyzji maszyn – T800 morduje wszystkich, którzy wchodzą mu w drogę, celowo lub przypadkiem.

W 1986 roku na ekrany kin wchodzi film „Maksymalne przyspieszenie”’, wyreżyserowany przez samego mistrza horroru, Stephena Kinga (nawiasem mówiąc, jest to luźna adaptacja jego opowiadania „Ciężarówki”, pochodzącego z tomu „Nocna zmiana”). Na skutek zjawiska astronomicznego maszyny „ożywają” i zwracają się przeciwko ludziom. Mowa o wszystkich maszynach, z tosterami włącznie. Ciekawostka – ścieżkę dźwiękową do filmu skomponował zespół ACDC, na zaproszenie Stephena Kinga. 

Skoro o mistrzu horroru mowa – jest jeszcze jego „Christine”, która co prawda jest „tylko” samochodem, ale z bardzo jasno określonym celem…

W 1990 roku pojawia się film „Klasa 1999”. Osadzony w nieco postapokaliptycznym świecie obraz przedstawia szkołę, pełną rozwydrzonych nastolatków. Do ich utemperowania skierowane zostają wojskowe androidy, przypominające do złudzenia ludzi. Niestety, roboty dochodzą do wniosku, że rozegrają to według własnych zasad, nie zważając na to, że nastolatki to nie żołnierze, a szkoła to nie pole bitwy.

1994 rok przynosi ze sobą film pt. „Władcy marionetek”. Grupa naukowców napotyka dryfujący i opuszczony statek-laboratorium. Okazuje się, że załogę wymordowała obca cywilizacja, która do funkcjonowania potrzebuje ludzkich organizmów. Buduje więc z zabitych monstra, pół ludzi-pół maszyny, wykorzystując do ich tworzenia sprzęty, narzędzia oraz żywą tkankę.

Potem jest już coraz mroczniej. Pojawia się „Matrix”(1999), w którym maszyny przejęły władzę nad światem, a ludzie „nie żyją, lecz są uprawiani”, gdyż stają się tanimi dostawcami energii, tak potrzebnej do działania wszystkim maszynom.  Jeszcze „Transformers” – tam co prawda maszyny walczą z maszynami, ale jedna frakcja planuje zniszczyć Ziemię i życie na niej.

Cytat
„Target to destroy Arms in employ
Full assault fire threat
Sensors indicate
You will terminate
Life systems disconnect”

Megadeth „Psychotron”

Dlaczego obawiamy się maszyn?

Widzicie już wspólny mianownik tych wszystkich historii? Wszystkie te maszyny prędzej czy później zwracają się przeciwko swoim stwórcom. Dlaczego? Co takiego jest w maszynach, że budzą w nas mniej lub bardziej podświadomy lęk?

 

Może chodzi o właśnie o ten brak uczuć, chłodne kalkulowanie i wybieranie najlepszej dla nich opcji. Jeśli kalkulacja wykaże, że pozbycie się człowieka jest najlepszym wyborem, to bez wahania plan zostanie wdrożony. Przeraża nas też ich (maszyn, robotów) inteligencja. Nie wiemy dokładnie, czym jest inteligencja u ludzi, a co dopiero u maszyn. Niepewność wzrasta zwłaszcza w kontakcie ze sztuczną inteligencją. 

Może przeraża nas niesamowita sprawność i bezwzględność w  realizacji celu? Tak nakazał wbudowany protokół, i tak się stanie. Odwoływanie się do uczuć wyższych jest bezcelowe. Realizacja zadania – ponad wszystko.

A może jest inaczej? Może nie boimy się maszyn, tylko je nienawidzimy? Zabierają nam pracę, w coraz większym stopniu zastępują ludzi. Już na początku XIX wieku luddyści sprzeciwiali się zmianom, jakie niósł ze sobą przemysł i niszczyli krosna, które miały odbierać im pracę.

Być może boimy się, że któregoś dnia maszyny rozpoczną bunt za to, że skazaliśmy je na wieczną pracę, od pierwszego nitu, spawu czy złącza do ostatecznego zezłomowania. Bez prawa do odpoczynku i wytchnienia. Bez prawa do uczuć? 

Te mroczne wątki i rozważania nie powinny jednak przesłonić bardzo ważnego faktu: technologia wspiera, ułatwia życie i zastępuje człowieka wszędzie tam, gdzie trzeba wykonać nudną i powtarzalną pracę. W tym sensie jest ona szansą, a nie zagrożeniem. 

Co przyniesie przyszłość? Raczej wątpliwe, by ludzkość została zniszczona przez roboty. Taka wizja, choć oddziałująca na wyobraźnię, pozostaje raczej w obszarze science-fiction. 

1 Gwiazda2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (oddanych głosów: 9 średnia: 4,00 z 5)
Loading...


Zobacz również