Serwis korporacyjny APA Group  

Lifestyle

Czy Japonia to technologiczne centrum świata? -wywiad z prezesem APA Group Arturem Pollakiem

Kiedy mówimy o futurystycznej technologii i najnowszych rozwiązaniach mobilnych lub komputerowych wielu z nam przychodzą do głowy takie lokacje jak: Seul, Hong-Kong, Singapur, Dolina Krzemowa lub nawet Chiny. A jakie miejsce zajmuje dziś Japonia? Kraj, który jeszcze dwie, trzy dekady temu, przodował w nowych technologiach i zasłynął z rozwoju robotyki, gier komputerowych, wynalezienia walkmana czy opracowania słynnej Drogi Toyoty, która dała początek Lean Management. O wymarzony kierunek podróżniczy każdego tech fana pytamy prezesa APA – Artura Pollaka, który wrócił niedawno z podróży po Kraju Kwitnącej Wiśni.
 
Skąd pomysł na Japonię? Dlaczego akurat ten kierunek?

Chyba głównie z sentymentu do tej kultury i technologii, z którą jest kojarzona. Żyjąc w takim kraju jak Polska w latach 80-tych, nie mieliśmy zbyt dużego dostępu do nowinek technologicznych i dobrej jakości sprzętu. Synonimem takich urządzeń było wszystko to, co pochodziło z Japonii. Takie marki jak: Sony, Onkyo czy Aiwa, uchodziły wówczas za absolutny top topów i wyznaczały trendy. Cechowały się tym, że były dobrze zaprojektowane, atrakcyjne wizualnie a do tego sprawnie i bezawaryjnie działały. I te skojarzenia z tamtych lat gdzieś mi w głowie zostały. Przyszedł czas, żeby powiedzieć „sprawdzam” i zweryfikować wyobrażenia z rzeczywistością. 

Od zawsze interesowała mnie też japońska kultura i sztuka – kaligrafia, sztuki walki, kaizen – wszystkie te elementy, które mają w sobie zawarte japońskie podejście do etykiety, minimalizmu i precyzji. Więc stwierdziłem, że naród który ma w sobie taką dużą pokorę i umiejętność koncentracji na detalu, musi być kulturą, którą warto poznać osobiście. To była okazja, żeby zobaczyć jak faktycznie Japończycy podchodzą do życia i do funkcjonowania społecznego. Jak te wszystkie sfery się ze sobą przenikają. Z takim nastawieniem tam jechałem.

Ciekawy jest tu ten aspekt, że pewien minimalizm i precyzja zawarte w ich kulturze mają właśnie odbicie w technologii i procesach społecznych, że się nawzajem przenikają.

Tak, aspekt użytkowy technologii jest w tym społeczeństwie bardzo istotny i widoczny na każdym kroku. 

Ale jeśli mowa o tych japońskich nowinkach i sprzętach, to dalej są to produkty wiodące i z najwyższej półki? Wyprzedzające rozwiązania z innych krajów? Czy te twierdzenie jest ciągle aktualne w dzisiejszych czasach?

Patrząc na technologię i nowe rozwiązania w Japonii, niestety nie było takich momentów, które mnie totalnie zaskoczyły, albo spowodowały zmianę światopoglądu. W moim odczuciu Japonia nie umie znaleźć potwierdzenia, że jest dziś technologicznym numerem jeden na świecie – i prawdopodobnie nim nie jest. Szeroko pojęty internet dostarcza nam rozwiązań z całego świata, patrzymy na nie raczej w perspektywie globalnej, niż krajowej, one się nawzajem przenikają, i nawet z polskiego punktu widzenia nie można powiedzieć, że Japonia wyprzedza pod tym względem inne kraje. Raczej ten prymat już utraciła. Jest oczywiście kilka ośrodków, które są w tym momencie uznawane za centra technologiczne – chociażby Stany Zjednoczone, Izrael, Korea – miejsca gdzie pojawia się wiele start-upów i nowinek technologicznych. Ale Japonii już bym tutaj raczej nie zaliczył. Zwróciłbym natomiast uwagę na inny aspekt tej technologii.

Mianowicie? Co cię najbardziej zaskoczyło?

Sposób w jaki ta technologia jest uporządkowana i świetnie zaprojektowana pod względem użytkowym. Ona jest jakby w tle, wpisana w warstwę użytkową. Tutaj całe społeczeństwo jest zorganizowane wokół logistyki. Często mówi się w japońskim ujęciu o takich terminach jak Droga Toyoty czy Kaizen, ale ja zobaczyłem społeczeństwo, które jest zorganizowane wokół transportu, który to transport jest doprowadzony do absolutnego mistrzostwa i pozwala zaplanować sobie życie do co minuty, nawet nie posiadając samochodu. Punktualne przyjazdy i odjazdy pociągów, stosunkowo niewielki ruch samochodowy – jak na giganta, którym jest przecież Tokyo – czystość, schludność. Myślałem, że ruch samochodowy w stolicy będzie większy niż w Nowym Jorku, a miasto okazało się w miarę ciche i przyjazne dla turysty. Ludzie po prostu podróżują tutaj metrem, komunikacją miejską. Zaskakuje też brak negatywnych zapachów – wilgoci, śmieci. Z punktu widzenia inżynierii lądowej wszystko jest świetnie zaprojektowane, a przecież trzeba mieć na uwadze, że są to ogromne skupiska ludności, często ograniczone pod względem miejsca, gdzie zwykle ciężko jest zapanować nad porządkiem. W miastach europejskich czy chociażby amerykańskich nie zawsze się to przecież udaje. Tutaj wszystko działa perfekcyjnie.

Czyli technologia nie koniecznie wizjonerska i futurystyczna, ale precyzyjnie działająca i przyjazna użytkownikowi?

Tak, dokładnie. Rzeczy są tutaj używane przez wiele lat, starzeją się designersko, ale nie funkcjonalnie. Będąc w różnych miejscach – muzeach, hotelach, lotniskach – wszędzie można było zobaczyć technologię użytkową. Wszystko dobrze i bezawaryjnie działało. Patrząc z naszej perspektywy, my jesteśmy społeczeństwem, które goni za nowinkami, które zachłysnęło się trochę najnowszymi rozwiązaniami – pewnie dlatego, że wcześniej mieliśmy ich niedostatek –  więc odczuwałem w Japonii pewnego rodzaju dysonans, spowodowany brakiem takich nowinek, czy czegoś co może mnie zaskoczyć. Ale na przykład metro, które zatrzymuje się powtarzalnie co do jednego centymetra albo pasażerowie, którzy ustawiają się w kolejkach do pociągu – nikt się nie przepycha, każdy wie, że się dostanie – też robią ogromne wrażenie. Ten aspekt, że ludzie współgrają z tą technologią, uzupełniają ją i potrafią ją jak najlepiej wykorzystać robi olbrzymie wrażenie.

Ja Japonię rozpatrywałem też z punktu widzenia filmów na You Tube, gdzie pokazane były stacje metra, na których ludzie są upychani w godzinach szczytu przez obsługę w białych rękawiczadh. Spędziłem w Tokio 5 dni, jeżdżąc metrem w godzinach szczytu, będąc w najtłoczniejszych miejscach, i nigdzie nie zauważyłem takich scen. To pokazuje, że oni potrafią świetnie zarządzać procesami posługując się odpowiednią technologią. 

Raczej zaskakiwały takie proste rzeczy, jak chociażby świetnie zorganizowane toalety – sterylnie czyste, z podgrzewanymi deskami sedesowymi. Co wynika z ich wychowania i kultu czystości. Oni mają od dziecka wpajane, że trzeba dbać o porządek, że nie można wydzielać żadnych zapachów, narzucać się innym ludziom. Stąd nie używają na przykład perfum, bo nie chcą zakłócać dobrostanu drugiego człowieka. To u nas jest w zasadzie niespotykane. Na zachodzie zwykle podkreśla się rolę i wolność jednostki, tutaj uwaga skupia się raczej na grupie i społeczności jako całość. 

A skąd bierze się ta precyzja w działaniu? Dlaczego technologia działa tam na najwyższym poziomie?

Trzeba podkreślić, że tam świetnie są połączone różne systemy. Mimo, że Japończycy jako społeczeństwo nie posługują się biegle angielskim, to język nie jest tu ograniczeniem. Te społeczeństwo jest mocno obrazkowe, oni stosują całą masę wskaźników, sygnalizacji, układów, które pomagają się poruszać i przemieszczać. Technologia nikogo tu nie ogranicza i faktycznie ułatwia poruszanie się w społeczeństwie – zwłaszcza gdy jest się cudzoziemcem. U nas na przykład możemy zauważyć, że kiedy wprowadzany jest nowy system, to często potrafi go obsługiwać tylko twórca, a tam systemy są projektowane tak, żeby każdy mógł zrozumieć informację, która z niego płynie. To było coś niesamowitego. 

To, co mnie też zaskoczyło – choć może nie powinno, bo powinien to być standard wszędzie – to dbałość o środowisko. Tam praktycznie brak koszy na śmieci. Jeżeli kupujemy butelkę z napojem i go wypijemy, to butelkę zabieramy ze sobą do domu i segregujemy śmieci. W związku z tym, że Japonia ma ograniczoną liczbę surowców wtórnych, to kraj ten ma jeden z największych współczynnik odzyskiwania surowców z recyklingu. Bodajże 98% skuteczności. To jest prawie doskonała maszyna! To tak jakby tylko 2 procent środków trafiających do tego systemu była zużywana. Przy kraju, który jest prawie 3 razy większy demograficznie od Polski i liczy 125 milionów ludzi, to robi ogromne wrażenie. My mamy jakieś wyobrażenie o tym kraju, ale tak naprawdę postrzegamy go przez pryzmat jakiś słów kluczy i mitów, które funkcjonują w naszej kulturze. 

Tak, to prawda. Są takie silne punkty kulturowe: manga, origami, zen, sushi – to wszystko wiemy, ale nikt tego nie łączy w jedną, wielką całość…

Zgadza się. Tu widać tę precyzję i interes społeczeństwa na każdym kroku. Kultura budownictwa jest na przykład bardzo ciekawa. W miejscach gdzie były prowadzone prace budowlane zawsze były ogrodzenia zasłaniające budowę od wzroku osób postronnych, przed wyjazdem na budowę stali strażnicy z wskaźnikami takimi, jak nawiguje się na płycie lotniska – zawsze ubrani w mundury. Każda ciężarówka, która wjeżdżała i wyjeżdżała z budowy była monitorowana, piesi mieli absolutne pierwszeństwo, a dookoła budowy były rozwieszone czujniki hałasu, które pokazywały normę i aktualny stan hałasu na budowie. Różnica w stosunku do Polski diametralna, u nas się takich rzeczy praktycznie nie spotyka. 

A są jakieś elementy kulturowe czy technologiczne, które nas Europejczyków w tym społeczeństwie mogą wykluczyć? Może ten brak języka angielskiego wśród Japończyków? 

Trudno jest mi określić rzecz, która mnie jako Europejczyka by tam wykluczała. Dlatego, że to, do czego my dopiero zaczynamy być jako społeczeństwo przyzwyczajani, tam jest doskonale funkcjonującą normą. Chociażby dostosowanie do osób niepełnosprawnych – podjazdy, zjazdy, specjalne windy. U nas taką infrastrukturę też uznaje się za coś, co powinno być, ale z wdrożeniem jest już nie najlepiej, tam to wszystko sprawnie działa. Może na prowincji jest gorzej, aczkolwiek uprzejmość tych ludzi rekompensuje wszelkie niedogodności. Czasami ta uprzejmość jest  wręcz ograniczająca dla nas, jako dla Europejczyków. Bo kiedy zadajemy pytanie Japończykowi i on nie umie odpowiedzieć, to traktuje to jak zadanie, które trzeba wykonać. Na przykład zapytanie się kogoś o drogę do dworca może się skończyć tym, że ten człowiek pójdzie razem z nami, porzucając swoją pracę. Po pewnym czasie powodowało to, że przestawałem się pytać, bo było to dla mnie kłopotliwe i nie chciałem ich ograniczać. 

A wracając do clou pytania i patrząc z punktu widzenia technologicznego, może swego rodzaju ograniczeniem są płatności elektroniczne. Nie wszędzie da się tam jeszcze używać kart. 

A to ciekawe, bo chyba większość z nas kojarzy Japonię właśnie z takimi płatnościami.

Tak, dokładnie, a tutaj nie dość, że nie wszędzie można płacić kartą to jeszcze mocno rozpowszechnione są monety. U nas w zasadzie przestały one już funkcjonować, przyzwyczailiśmy się, że za wszystko można zapłacić kartą, przelewem, szybkim transferem, tutaj jest trochę inaczej. Prawdopodobnie Japonia zostałą troszeczkę w tyle w adaptowaniu tych technologii społecznych, wspierających płatności cyfrowe, ale nie jest to bynajmniej coś, co utrudnia funkcjonowanie w tej kulturze.

A robotyzacja? Czy ten aspekt, z którego znana jest Japonia jest tam faktycznie widoczny?

Tu znowu może zagrały moje wyobrażenia o tym kraju i pewne mity, bo ja spodziewałem się, że tych robotów będzie tu cała masa, także w życiu społecznym. I one faktycznie są obecne, ale raczej w muzeach, na lotniskach, w hotelach. I tu rzeczywiście możemy spotkać roboty humanoidalne, które wspomagają procesy, witają gości, wchodzą w interakcję, mają mimikę, sprawiają, że człowiek nie czuje się wykluczony technologicznie. Ale co warte podkreślenia, wszędzie w tym procesie jest obecny człowiek. One nie funkcjonują nigdy same. Zresztą ta ludzka obsługa, stoi tu na bardzo wysokim poziomie i w takich kluczowych miejscach jak właśnie lotniska, czy stacje metra stara się, by nikt z cudzoziemców nie czuł się wykluczony. Zwróciłbym więc raczej uwagę na te współgranie obu tych światów i stopniowe, mądre wprowadzanie robotów w życie społeczne, niż na ilość tego typu rozwiązań i zachłyśnięcie się taką technologią w Japonii. 

A jeśli mowa o muzeach, wartych odwiedzenia ze względu na aspekt technologiczny, to jakie miejsca w Japonii koniecznie trzeba odwiedzić?

Takim must see jest z pewnością Muzeum teamLab w Tokio, gdzie człowiek jest całkowicie zanurzony w technologii i gdzie wykorzystuje się procesy związane z naszym odczuwaniem i pobudzeniem zmysłów. Wszystko po to, żeby pokazać naturę. To jest trochę przewrotne, ale wywiera naprawdę duże wrażenie. Na przykład człowiek przechodzi przez płynącą wodę na boso, a na tej wodzie za pomocą projektorów są wyświetlane pływające ryby, imitowane są elementy związane z parą, projekcja 3D razem z dźwiękiem i zapachami. Te rozwiązania pokazują, że człowiek próbuje skopiować najdoskonalszy twór jakim jest natura i rzeczywiście robi to w sposób doskonały, bo nasz mózg rejestruje to tak, jakbyśmy byli faktycznie w lesie. Jest to doskonałe odwzorowanie. Można to porównać do technologii VR, tylko że wirtualna rzeczywistość działa bezpośrednio na nasz błędnik i odcina nas od faktycznej rzeczywistości, a tu jesteśmy w niej zanurzeni, bardziej na zasadach na jakich działa augmented reality. 

W tym roku Japonia, jakie są następne technologiczne kierunki na liście?

Już podczas tego wyjazdu planowałem zobaczyć także Hong-Kong, Singapur i Seul – a jak wiadomo Korea jest teraz prawdopodobnie centrum technologicznym świata – ale nie udało się wszystkiego połączyć. Póki co są plany. 

Muszę jednak powiedzieć, że ja nie szukam w technologii efektu „wow”, czyli technologii dla samej technologii. Bardziej interesują mnie wartości aplikacyjne, technologia, która zmienia procesy społeczne, łączy systemy w spójną całość – tak jak ma to właśnie miejsce w Japonii. Warto spojrzeć na jej ludzki, praktyczny i użytkowy aspekt. Jeśli zwracamy uwagę tylko na technologiczne fajerwerki, to możemy się zawieść. Miałem kiedyś takie zdarzenie, że jak pierwszy raz poleciałem do Nowego Jorku, to także spodziewałem się, że zobaczę coś przełomowego technologicznego. I pewnie faktycznie, gdybym przyleciał tam 30 lat temu, to moje zmysły nie pozwoliłby wszystkiego ogarnąć. A kiedy przyleciałem tam 30 lat po rewolucji technologicznej, to wszystko było już przykryte lekką patyną i kurzem. Na Europejczykach i na Polakach nie robi to już wrażenia, bo co by nie mówić Polska zrobiła ogromny skok technologiczny – wiele rzeczy widzimy, adaptujemy – w związku z tym, żeby coś na nas zrobiło rzeczywiście ogromne wrażenie, musi być przełomową technologią. 

Pytanie czy twoje zanurzenie w technologii i to z czym stykasz się na co dzień nie zmienia lekko perspektywy, w porównaniu do zwykłego użytkownika, który znalazłby się w Japonii czy na Wall Street?

Może też tak być. Ale wydaje mi się, że na technologię warto patrzeć szerzej, pod kątem procesu i połączeń, pomiędzy poszczególnymi systemami. Nawet najbardziej innowacyjne rozwiązanie nie spełni swojej funkcji, jeśli będzie niezrozumiałe dla odbiorcy, lub nieprzygotowane do wdrożenia na masową skalę. Szukajmy raczej wartości w tych niewielkich rzeczach, spoglądajmy jak usprawnić to, co nie działa, co już jest, a czego nie potrafimy sprawnie wdrożyć. Patrzenie w przyszłość sprawia, że zapominamy o teraźniejszości. Japończycy to mistrzowie w wykorzystywaniu wszystkich zasobów, jakie posiadają i łączeniu pojedynczych ogniw w spójnie działającą maszynę, w tym aspekcie technologii nie mają sobie równych.

1 Gwiazda2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (oddanych głosów: 3 średnia: 4,33 z 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Zobacz również