Serwis korporacyjny APA Group  

Artykuły

Noworoczne postanowienia technologiczne

Każdego roku to samo. Postanawiamy, planujemy i… i nic się nie dzieje. Nasze cele są zbyt optymistyczne, niemierzalne, albo po prostu źle się do nich zabieramy. Ale czy zawsze muszą wiązać się z poświęceniem, wielką zmianą i - przykładowo - godzinami spędzonymi na siłowni? Może zacząć od czegoś małego. Od rzeczy prostych i codziennych, które krok po kroku oddadzą nam czas, którego wiecznie nie mamy, energię, która z nas wyparowała i kreatywność, której z każdym nowym gadgetem w nas coraz mniej?

Technologia ma to do siebie - jak zresztą każde narzędzie - że jest obusieczna. Tak, to prawda, ułatwia nasze codzienne życie, rozwiązuje wiele skomplikowanych sytuacji, ale, jeśli za bardzo jej zaufamy, zapatrzymy się w nią, może odebrać nam to, co mamy najcenniejszego - czas, radość życia i spontaniczność.

W pewnym momencie staje się nawykiem, z którego trudno zrezygnować i uwierzyć, że można inaczej. Niestety-stety żyjemy w czasach, gdy technologia może odpowiedzieć praktycznie na każdą z naszych potrzeb. Dziś na wszystko mamy aplikację, serwis lub innowacyjny produkt. A przecież kiedyś ludzie doskonale wysypiali się bez monitoringu snu a bieganie po parku nie wiązało się z „joggingiem”, „trackerem” i „challengem”. Dało się? Dało.

Nie chodzi oczywiście o to, żeby rezygnować z nowoczesnych rozwiązań i zamieszkać w drewnianej chacie bez prądu i dostępu – o zgrozo! – do wi-fi. Wiele z nowoczesnych technologii naprawdę odmieniło sposób w jaki pracujemy, mieszkamy czy uczymy się. Wiele z nich naprawdę dopinguje nas do działania i sprawia, że „stajemy się lepsi” w różnych aspektach naszego życia. I chwała im za to. Niestety z wielu z nich korzystamy bez opamiętania i głębszej refleksji, a z niektórych nie korzystamy wcale – choć faktycznie mogą odmienić naszą codzienność, wprowadzić rzeczywiste oszczędności czy zwiększyć bezpieczeństwo naszych bliskich. Czasami warto zastanowić się kto tak naprawdę jest tu maszyną – produkt, z którego korzystamy, czy my, użytkownicy, którzy bez opamiętania i głębszej refleksji, używamy jakiegoś narzędzia. 

Bycie „smart” nie wiąże się tylko i wyłącznie z bezgranicznym zaufaniem maszynie, która nosi taki przymiotnik, lecz z wykorzystaniem jej potencjału, dokładnie tak, jak tego chcemy. To prawda, że czasami wymaga to od nas zaangażowania i kreatywności, ale czy właśnie nie to odróżnia nas od maszyn, które mają ułatwiać nasze życie? One za nas nie myślą – póki co – one wykonują nasze polecenia. By robiły to dobrze, musimy je wcześniej odpowiednio zaprogramować (lub pozwolić komuś zrobić to za nas). 

Choć tak naprawdę, to warto chyba zacząć od „przeprogramowania” samego siebie. Taki mały upgrade naszych relacji z nowoczesnymi technologiami, z pewnością wyjdzie nam na zdrowie. Może warto zacząć od rzeczy drobnych, lecz jak najbardziej istotnych?

Cytat
Bycie „smart” nie wiąże się tylko i wyłącznie z bezgranicznym zaufaniem maszynie, która nosi taki przymiotnik, lecz z wykorzystaniem jej potencjału, dokładnie tak, jak tego chcemy.

Po pierwsze: ograniczę portale społecznościowe

Większość z nas nie wyobraża sobie bez niego życia. Większość z nas nie raz łapała się też na myśli: „co ja właściwie robię? Po co scrolluję ten wall, bez końca i bez końca?”. Znany serwis na „eF” – który jest tu przecież tylko przykładem, bo równie popularne są w naszym kraju serwisy na „I” czy eS” – zabiera nam dużą część wolnego czasu. Czy daje coś w zamian? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ograniczenie obserwowanych znajomych i świadomy wybór lajkowanych serwisów na pewno pomoże udzielić nam sensownej odpowiedzi na to pytanie. Z pewnością pomoże też okresowe wyłączanie serwisu, a najlepiej cały dzień bez zaglądania do świata lajków. Szczęśliwi ci, którzy z pełną świadomością swojego czynu, mogą zlikwidować konto bez zawodowych konsekwencji. 

Po drugie: nie będę zasypiał i budził się z komórką

Poniekąd wiąże się to odrobinę z powyższym punktem. No by czy naprawdę zaraz po obudzeniu i tuż przed przymknięciem oczu, musimy sprawdzać czy coś nas ominęło? Przecież omija nas codziennie i codziennie kompletnie nic się nie dzieje. Świat kręci się dalej. Dlaczego zamiast szelestu przewracanych stron w łóżku tak często towarzyszy nam niebieski blask komórki? Dlaczego zamiast dobrej audycji radiowej lub podcastu, do śniadania przerzucamy maile? Czy naprawdę te 20 minut coś zmieni? Nie zmieni.

Po trzecie: wyłączę wszystkie powiadomienia

Esemesy, maile, lajki, push notyfikacje, komunikatory… cały dzień tylko: ding – ding – ding – ding. A przecież wystarczy wejść w ustawienia komórki i odklikać to, co wydaje się nieodklikiwalne. Skupić się na zadaniu. Skupić się na tu i teraz. Klik i po kłopocie.

Trzeba tylko pamiętać, by od czasu do czasu sprawdzić czy „świat” nie ma nam faktycznie czegoś istotnego do zakomunikowania. Wtedy przypomni o sobie znanym dźwiękiem: ding! Tylko tym razem to my nadajemy ton.

Po czwarte: usunę wszystkie niechciane newslettery

Naklikało się. To tu, to tam, no i mimo, że skrzynki coraz większe i wydawałoby się nie do wypełnienia, to nagle nie starcza gigabajtów. Ale kiedy przyjrzeć się bliżej, to okazuje się, że czytaliśmy ułamek z nich. A skoro nie czytaliśmy przez ostatnie pół roku, to dlaczego mielibyśmy nadrobić „lekturę” w ciągu najbliższych miesięcy? Selekcja – do kosza – delete. Posprzątane.

Po piąte: ograniczę binge-watching

Choć ten trendy termin może nie jest ci drogi czytelniku znany, to już sama czynność z dużym prawdopodobieństwem tak. Czy oglądałeś może w ostatnim czasie jakiś dobry serial? (No, ba, pytanie). Czy oglądałeś może więcej, niż jeden odcinek z rzędu? (No tak, przecież mają tylko po 45 minut…). Czy zdarzyło ci się obejrzeć praktycznie cały sezon na raz? (No, może raz…). No widzisz. Jesteś binge watcherem, choć wcale o tym nie wiedziałeś. I choć twój ulubiony serwis streamingowy chce by tak pozostało, to przecież masz wybór. Zamiast 6 epizodu z rzędu zawsze można sięgnąć po gitarę albo nauczyć się przyrządzać dobre sushi. Przecież nigdy nie mamy na to czasu.

Po szóste: wykorzystam potencjał smart-TV

Kontynuując powyższy punkt, to skoro chcesz jeszcze posiedzieć przy telewizorze, to może nie koniecznie tylko i wyłącznie przy popularnym serialu? Podłączenie szklanego pudełka do internetu, to najlepsze co mogło spotkać telewizję od czasu wynalezienia… telewizji. Teraz to nie nadawca decyduje co masz oglądać, lecz ty sam możesz wybierać treści, które pojawią się, gdy wypoczywasz na kanapie. Wciągające przemówienie na TED? Niezależny dokument na Vimeo lub w smart aplikacji BBC? A może transmisja live z Metropolitan Opera lub kanał edukacyjny na You Tube? Ty masz pilota, ty decydujesz. Przełącz się na smart odbiór i poszukaj treści i kanałów w internecie, które są naprawdę wartościowe. 

Po siódme: więcej podcastów i audiobooków

Nie wiem jak ty, ale ja ciągle łapię się na tym, że nie mam czasu na czytanie. A kiedy już mam, to zwykle moje oczy – a raczej powieki – odmawiają posłuszeństwa i twierdzą, że teraz to one już nie mają czasu. Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem audiobooków, a w samochodzie zwykle towarzyszyły mi stacje radiowe. Ale w czasach, gdy naprawdę ciężko o chwilę na zebranie myśli, jazda samochodem stała się czymś więcej niż tylko przemieszczaniem się z punktu A do B w rytm piosenek reklamowych o pocących się dłoniach i skurczach łydek (podobnie zresztą jak mycie garnków czy odkurzanie – nabrały zupełnie nowego znaczenia). Z pomocą przyszedł cudowny wynalazek smartfona, który zapewnia czytanie wówczas, kiedy fizycznie czytać nie możemy. Oczywiście w tym celu warto zadbać w telefonie o jakąś dobrą aplikację do audiobooków czy podcastów (tu polecam Cast, który choć płatny, to wart jest swojej – niewielkiej – ceny), a w samochodzie, jeśli nie o system dokujący smartfon, to chociaż o dobry głośnik bezprzewodowy. Reszta to dobór właściwych treści.

Po ósme: zwiększę swoje bezpieczeństwo w sieci

Jak? Sposobów są dziesiątki. Ale te dwa najprostsze nie wymagają umiejętności programowania i stawiania nowoczesnych zabezpieczeń antyhakerskich. Wystarczy zakleić kamerkę laptopa i nie stosować tego samego hasła do wszystkich serwisów internetowych. Kłopotliwe? Niewygodne? Na szczęście nie musimy pamiętać wszystkich haseł, które wygenerujemy, z pomocą przyjdzie nam technologia i tzw. „password manager”, czyli program do zarządzania hasłami. Jego dobór to oczywiście zupełnie inny temat, ale warto poświęcić chwilę temu zagadnieniu i zrobić mały research w sieci. Instrukcji zaklejania kamerki, chyba nie trzeba rozpisywać. 

1 Gwiazda2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (Brak ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Zobacz również