Serwis korporacyjny APA Group  

Artykuły

Fotografie Marcina Górskiego w APA Black House

Architektura, design i sztuka są równie ważnymi elementami każdego budynku. To dlatego APA współpracuje zarówno z twórcami nowoczesnych brył, autorami wnętrzarskich perełek, jak i uznanymi artystami. Przedstawicielem świata sztuki oraz nowym partnerem artystycznym APA Smart został właśnie Marcin Górski - fotograf i konstruktor, którego wystawę “Nie-miejsca” można oglądać w gliwickim APA Black House.

Dlaczego fotografia przestrzeni? Co Pana szczególnie pociąga w fotografowaniu architektury?

To w dużej mierze wpływ bliskich, ale też mojego wykształcenia. Pochodzę z rodziny budowlańców. Architektura była zawsze obecna w naszym domu, ale poza tym moi bliscy mieli artystyczne predyspozycje w zakresie malarstwa czy grafiki. Światy architektury i sztuki zawsze się u nas przeplatały. Pamiętam, że jeszcze jako dziecko z aparatem fotografowałem elementy architektury, wciągające detale. Pamiętam takie stare negatywy ze zdjęciami, które wykonałem w wieku 12-13 lat. Nie były to jeszcze specjalnie wprawne fotografie, ale już wtedy fascynował mnie ten temat. Później rzeczywiście studiowałem architekturę i zacząłem bardziej świadomie fotografować budynki, w tym i wnętrza. Z czasem, gdy nabrałem fotograficznej świadomości zainteresowały mnie procesy społeczne związane z naszym miejscem w architekturze, wpływem architektury na nasze życie i rzeczywiście gdzieś stamtąd trafiłem do takich zagadnień socjologicznych, antropologicznych, które mnie pochłaniają do dziś.

To już nie tylko piękna bryła, ale człowiek w architekturze.

Przede wszystkim człowiek. Kiedy po takim dziecięcym zachwycie możliwościami aparatów fotograficznych, błon czy ciemniowych technik zacząłem świadomie fotografować, temat człowieka w przestrzeni wyszedł na pierwszy plan. A po studiach na architekturze, ale też po dyskusjach z moimi przyjaciółmi, między innymi z profesorem Dominiczakiem, wybitnym urbanistą, z którym pracowałem przez jakiś czas, zająłem się tematem tzw. nie-miejsc. Francuski antropolog Marc Augé nazywał tak wielkie przestrzenie publiczne, porty lotnicze, dworce czyli miejsca, które są ważne w codzienności człowieka. Nie-miejsca są takimi landmarkami współczesnych miast. Często pełnią różne funkcje poza tą podstawową jak np. dworce, które stają się centrami handlowymi. Trafiamy tam niemal codziennie z jakiś powodów, przyzwyczailiśmy się do tych miejsc, one determinują nasze zwyczaje, nasze codzienne rytmy i mocno wpływają na to, co w życiu robimy. Stają się ważnym elementem w naszym otoczeniu, ale nie traktujemy ich w sposób osobisty jako przestrzeń, w jakiej chcielibyśmy żyć.

To miejsca, które ze względu na rozmiary nieco przytłaczają.

Tak, to mocno zdehumanizowane przestrzenie. Zacząłem przyglądać się temu jak taka ogromna przestrzeń ma się do pojedynczego człowieka, który gdzieś w tym wszystkim próbuje się odnaleźć. Stąd powstała seria fotografii i wystawa “Nie-miejsca”. Marc Augé skupiał się na opisywaniu antropologicznych umocowań człowieka w takich nowoczesnych czy ponowoczesnych miejscach.

A poza przestrzenią, jakie tematy Pana zajmują?

To jest tak naprawdę człowiek, ale w ujęciu raczej socjologicznym. W Polsce istnieje wywodząca się z Gliwic tradycja zapisów socjologicznych. Zofia Rydet, jedna z najwybitniejszych postaci w polskiej fotografii, zaczęła te polskie zderzenia z zapisem socjologicznym. I ja również takie miejsca fotografuję. Najczęściej poza Polską, chociaż mam też projekt związany z Gliwicami. Moje projekty to często serie, które powstają przez wiele lat. Mam takie miejsca, które dokumentuję od bardzo dawna jak np. niewielka wioska w Portugalii - Proenca a Velha. Jeżdżę tam od kilkunastu lat i dokumentuję to, co zmienia się w tamtej przestrzeni. Bardzo lubię też portretować. To wyjątkowo ciekawe. Fotografuję analogowymi, dużymi aparatami. Najczęściej używam tradycyjnych aparatów na błony fotograficzne, średnio albo wielkoformatowe, więc ten kontakt z fotografowanym człowiekiem jest absolutnie wyjątkowy.

W dzisiejszych, mocno technologicznych czasach, to taki dobrze pojęty oldschool.

Tak, oldschool, który zmienia nastawienie. Ludzie widzą, że to nie jest zdjęcie robione na kolanie, ale proces, który wymaga czasu, zaangażowania, cierpliwości. Fotografowane osoby szybko się z tym oswajają, nawiązujemy relację, rozmawiamy. W takich warunkach ludzie bardziej się otwierają.

Może dlatego, że takie podejście kojarzy się bardziej ze sztuką, z wysoką jakością, a nie wchodzeniem z butami w czyjąś codzienność?

Tak, ludzie, których fotografuję tak też to odbierają. Niezwykle ciekawe są spotkania ze starszymi osobami. Ci ludzie często sami pamiętają aparaty z dawnych lat, bardzo cenią sobie takie spotkania, a czasami nawet sami proszą, żeby zrobić im zdjęcia. To niezwykłe jak sam sprzęt fotograficzny może być doskonałym impulsem do rozmowy i wstępem do fotografowania.

A dlaczego fotografia czarno-biała?

Zaczynałem od fotografii czarno-białej. Pierwszą wystawę miałem jeszcze jako nastolatek. Wtedy to była technika bardziej dostępna i najprostsza w wykonaniu. Filmy można było wywoływać samodzielnie, tak samo było z odbitkami. Później fotografia kolorowa mnie bardzo wciągnęła. Miałem swego czasu też zacięcie graficzne, projektowałem grafiki na potrzeby wnętrzarstwa, rynków reklamowych. I to wszystko było bardzo kolorowe, fotografia kolorowa bardzo mnie pociągała. A później trochę rynek nowoczesnej fotografii zdefiniował mój czarno-biały kierunek. Odnalazłem swoje ukochane slajdy Kodak Ektachrome. Świetne, fantastyczne zdjęcia, mocno nasycone barwy. W pewnym momencie Kodak wycofał się z produkcji Ektachromów, kończąc moją przygodę na tamten moment. Wprawdzie teraz legendarny produkt powrócił, jednak filmy stały się bardzo drogie, a wywoływanie jest praktycznie niemożliwe w domu. W związku z tym postanowiłem skupić się na czarno-białych filmach.

Czarno-biała fotografia jest też bardziej wyrozumiała dla twórcy.

Zdecydowanie. Przy czarno-białych filmach cały proces wybacza więcej błędów. Różnica jednego stopnia temperatury nie wpływa tak mocno na efekt. Można coś przytrzymać, czegoś nie doświetlić, a przy fotografowaniu kolorowym trzeba zawsze doświetlić w punkt. Fotografuję na ulicy, nie używam statywów ani sztucznych świateł, tylko naturalnego światła. W związku z tym trafienie w punkt ze światłem nie jest łatwe. A czarno-biały film wybacza dużo. Chociaż muszę przyznać, że tęsknię do kolorowej fotografii.

Jeszcze wszystko przed Panem. Wcześniej padł temat projektu fotograficznego w przestrzeni Gliwic. Czy Śląsk jako przestrzeń architektoniczna jest dla Pana interesujący?

Tak, oczywiście, chociaż z fotografowaniem Śląska jest nieco inaczej. Tu jestem u siebie w domu i często brakuje mi czasu na fotografowanie, chyba, że realizuję konkretny projekt. Dawniej z aparatem, nawet całkiem sporym, chodziłem codziennie. Na piechotę, do pracy. Dzięki temu wiele rzeczy mogłem dokumentować i mam sporo takich fotografii, szczególnie z okolic gliwickich, na przykład z rejonu Szobiszowic, św. Marka, starych przestrzeni familoków i terenów przekształcających się. Interesują mnie też nowe przestrzenie, które powstają na Śląsku jak Muzeum Śląskie w Katowicach. Staram się je fotografować. Kiedyś brałem udział w akcji związanej z Balcerkiem, gliwickim targowiskiem, przez które dziś biegnie średnicówka. Targowisko powstało z myślą o tymczasowym rozwiązaniu, a przetrwało niemal 20 lat. Po tym czasie miasto podjęło radykalną decyzję o wybudowaniu drogi i wyprowadzeniu stamtąd handlujących. Z aparatami i socjologami z Uniwersytetu Śląskiego towarzyszyliśmy tym ludziom. Powstał dokument, który opowiadał o przekształceniu tego miejsca.

Tutaj jesteśmy już blisko przestrzeni opuszczonych i ich niedokończonych historii.

W związku z moim zawodem fotografowałem też takie miejsca. Jestem budowlańcem z wykształcenia, konstruktorem. Spora część mojej pracy przez lata była związana ze wzmacnianiem konstrukcji, z pracami eksperckimi dotyczącymi bezpieczeństwa konstrukcji. Zajmowałem się głównie budowlami przemysłowymi, w związku z tym jako członek zespołu eksperckiego miałem możliwość wejścia w różne rejony starych śląskich fabryk, hut czy elektrowni. Mam sporo zdjęć z tego czasu.

W Portugalii, dokąd staram się często wracać, towarzyszę wymieraniu takich lokalnych tradycji, społeczności w malutkich wioskach czy miasteczkach. Dokumentuję to jak ludzie przenoszą się do miast i co po nich pozostaje.

A patrząc globalnie, jakie bryły architektoniczne najmocniej Pana inspirują?

Mam kilka budowli, które naprawdę cenię. Jedną z nich jest dworzec Oriente w Lizbonie autorstwa Santiago Calatravy. To hiszpański architekt, który jest też konstruktorem, dzięki czemu forma dworca jest jednocześnie świadoma konstrukcyjnie i niezwykle atrakcyjna architektonicznie. Kilka moich ulubionych perełek znajduje się w Pekinie jak budynek Biblioteki Narodowej, niesamowity projekt Pływalni Olimpijskiej czy sławne Ptasie Gniazdo czyli Stadion Narodowy. Poza tym podziwiam największy na świecie dworzec kolejowy w japońskim Kioto, portugalski pawilon w formie zawieszonej membrany stworzony na Expo w Lizbonie, a także fantastyczne budowle nieżyjącej już Zahy Hadid. To bardzo nowoczesne obiekty. Fascynująca i jednocześnie przerażająca architektura, która dehumanizuje przestrzeń. W Polsce też nie brakuje świetnych obiektów i pracowni, w których powstają. Tworzą je architekci wywodzący się w dużej mierze ze Śląska.

Jak zaczęła się Pana współpraca z APA Group?

To zabawna historia, bo nasza współpraca zaczęła się od wspólnego jeżdżenia na nartach z dziećmi. W trakcie rozmów poznawałem szczegóły rozwiązań z zakresu automatyki budynkowej i inteligentnych systemów zarządzających różnymi funkcjami budynku. Sam jako naukowiec zajmuję się tzw. smart structures czyli inteligentnymi systemami w budownictwie. Jestem konstruktorem, staram się wymyślać takie konstrukcje i materiały, które nie tylko pozwalają tej konstrukcji stać, ale mają więcej funkcji. Mogą na przykład mierzyć parametry konstrukcji np. kąt nachylenia przy powiewach wiatru, a dodatkowo nawet ja prostować. Moje i APY zainteresowania w dużym stopniu się łączą, dlatego realizujemy wspólne projekty technologiczne, a teraz także artystyczny. Zostałem oficjalnym Partnerem artystycznym APA Smart, a moją wystawę “NIe-miejsca” można oglądać w gliwickim APA Black House. To duże wyróżnienie, bo APA nowoczesność promuje jako kompleksowe rozwiązanie na miarę potrzeb. Inteligentne systemy łączą się tu z fantastyczną architekturą, doskonałym designem i sztuką, która jest wartością dodaną.

To świetna forma wsparcia Pana artystycznej drogi.

Tak i bardzo się cieszę, że APA buduje nowy rodzaj mecenatu sztuki. A jeszcze bardziej cieszy mnie to, że wspierana jest fotografia. Jako członek ZPAFu od lat staram się promować fotografię jako odrębną dziedzinę sztuki, która niejednokrotnie jest bardziej wymagająca niż malarstwo czy grafika. Malarz ma szansę przemyśleć swoją kompozycję, a fotograf ma ułamek sekundy na zrobienie zdjęcia.

A jak dziś, w dobie Instagrama, świetnych aparatów w smartfonach i ogromnej ilości narzędzi do obróbki zdjęć, funkcjonuje profesjonalna fotografia?

Jest grupa fotografów, którzy w sposób bardzo świadomy wykorzystują te narzędzia. Instagram jest dla fotografa najbardziej interesującym i łatwym medium promocji swoich prac. Nawet ci najwięksi fotografowie na świecie mają swoje konta na Instagramie, które, co ciekawe, nie zawsze cieszą się największym zainteresowaniem. Chyba, że w ślad za tym idzie jakaś dodatkowa akcja promocyjna, wsparcie agencji, a czasami też skandal. Na skandalu zyskał na przykład Steve McCurry, autor fotografii “Afgańskiej dziewczynki” z okładki National Geographic. Został przyłapany na tym, że sporo jego globalnie znanych zdjęć jest manipulowanych cyfrowo. Incydent zamiast zakończyć karierę fotografa, tylko ją napędza. Jego Instagramowe konto pęka od followersów. Takie mamy czasy, że fotograf bez wsparcia nowoczesnych mediów, bez digitalowych narzędzi promocji, dzięki którym może pokazać swoje prace szerokiemu gronu odbiorców, przeżywa ciężki czas. Galerie i muzea nie zabiegają o fotografię artystyczną tak, jak robiły to w przeszłości, a z kondycją sztuki w szerokim kontekście też bywa różnie. To dlatego inicjatywy takie jak partnerstwo artystyczne z APA są dziś dla twórców wyjątkowo ważne.  

Z Marcinem Górskim rozmawiała Anna Górecka-Boraca

___________________________________________________________________

Marcin Górski (1972) Studiował na Wydziałach Budownictwa i Architektury Politechniki Śląskiej, dziś pracownik naukowy tej uczelni. Fotograf, kurator i popularyzator fotografii. Współzałożyciel i prezes Gliwickiego Domu Fotografii, współautor The F Blog i blogu Miejsce Fotografii, członek portugalskiego stowarzyszenia Fotoalternativa i Kolektywu KGF, członek redakcji Fotoindexu, współpracownik portugalskich magazynów Dilema i Camera. doc. Współpracownik Workshop X. Kurator i współkurator wystaw m. in. Ami Vitale, Jeanne Wells, Mariusza Foreckiego i Michała Łuczaka.

Jego prace były pokazywane na ponad 50 wystawach indywidualnych i zbiorowych we Francji, Portugalii, Szwecji, Polsce, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Japonii, Czarnogórze i Macedonii. Autor i współautor kilku książek fotograficznych w Polsce, Portugalii i Iranie, publikowany w czasopismach fotograficznych w Portugalii, Stanach Zjednoczonych, Serbii i Rosji.

Autor lub współautor projektów foto-dokumentacyjnych i foto-socjologicznych poświęconych ginącym lokalnym społecznościom – Madeiro, Quaresma, Fado i Balcerek. Zajmuje się fotografią tradycyjną średnio- i wielkoformatową, interesują go zagadnienia na granicy dokumentu i zapisu socjologicznego oraz architektury. Członek ZPAF w Okręgu Śląskim. Więcej na stronie autorskiej.



1 Gwiazda2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (oddanych głosów: 3 średnia: 5,00 z 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Zobacz również